Na drogę powrotną nie kupiliśmy przelotu, bo uznaliśmy , że nie jest to zbyt duźa odległość i jakości to przeżyjemy.
Grubo się mylilismy, droga z Kagbeni do Beni to był istny koszmar.To nie jest droga, / ale kamieniste wertepy.Jest to jedyna droga powrotu po trekingu wokół Annapurny, jezdzi tędy setki ludzi, pokazuje to obraz nędzy i zaniedbania tego kraju.
A w miejscowości przesiadkowej czekaliśmy 6 godzin, gdzie kłębiły się tłumy ludzi i nikt nie wiedział , czy autobus przyjedzie czy nie.
Całą tę drogę wspominam jak przedsionek piekła , jakie rządzący nieudolnie krajem mogą zgotować swoim obywatelom.
W autobusie na dokładkę ryczała cały czas głośna nepalska muzyka.
Na drugi dzień , jazda z Kagbeni do Kathmandu, droga trochę lepsza , ale i tak jedziemy 11 godzin.
A w sumie z Kagbeni do Kathmandu jest około 350 km.
Skonani lądujemy wreszcie w naszym hotelu.
Nareszcie gorąca kąpiel , choć okazuje się , że w Kathmandu wcale nie jest ciepło i prawie cały czas chodzę w polarze.
Wylot z Kathmandu niestety mam dopiero 15 , wiec trzeba trochę poczekać .
I tak to czas nasz w Nepalu dobiega końca, do zobaczenia w Tajlandii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz