wtorek, 6 grudnia 2016

Powrót do Kathmandu

Na drogę powrotną nie kupiliśmy przelotu, bo uznaliśmy , że  nie jest to zbyt duźa odległość  i jakości to przeżyjemy.
Grubo się mylilismy, droga z Kagbeni do Beni to był istny koszmar.To nie jest droga, / ale kamieniste wertepy.Jest to jedyna droga powrotu po trekingu wokół  Annapurny, jezdzi tędy  setki ludzi, pokazuje to obraz nędzy  i zaniedbania tego kraju.
A w miejscowości przesiadkowej czekaliśmy 6 godzin, gdzie kłębiły się tłumy  ludzi i nikt nie wiedział , czy autobus przyjedzie czy nie.
Całą  tę  drogę wspominam jak przedsionek piekła ,  jakie rządzący  nieudolnie krajem mogą zgotować  swoim obywatelom.
W autobusie na dokładkę ryczała cały czas głośna  nepalska muzyka.
Na drugi dzień , jazda z Kagbeni do Kathmandu, droga trochę  lepsza , ale i tak jedziemy 11 godzin.
A w sumie z Kagbeni do Kathmandu jest około  350 km.
Skonani lądujemy wreszcie w naszym hotelu.
Nareszcie gorąca  kąpiel ,  choć okazuje się , że  w Kathmandu wcale nie jest ciepło i prawie cały  czas chodzę w polarze.
Wylot z Kathmandu niestety mam dopiero  15 , wiec trzeba trochę  poczekać .
I tak to czas nasz w Nepalu dobiega końca, do zobaczenia w Tajlandii.


sobota, 3 grudnia 2016

Dzień 31/ 7.11/

Droga na przełęcz  nie byla  zbyt ciekawa, bo juź zrobiony jest szeroki trakt jezdny, na razie nic tu nie jeździ bo brakuje mostu na Khali Gandaki  ,  ale za parę lat będzie to już  dostępne  i wszystko się  zmieni.
Dla ludzi tu źyjacych to oczywiście będzie duźa wygoda.
Równolegle z nami szła  duźa grupa tubylców, przemieszczają się  przed zimą , z dziećmi na plecach  i całym dobytkiem.
Widoki są cudowne , ale nie z przełęczy , ale około 100m  niżej.
Widać cały Mustang, Thorung La i masyw Annapurny
Niestety droga do Kagbeni była jeszcze długa i na miejscu byliśmy koło 16.
Śpimy juź w hotelu, na ulicach mnóstwo turystów.
A w naszym hotelu śpią  sami młodzi Nepalczycy- motocyklisci, okazuje się źe ten teren jest mekką motocyklistów.Niesamowite
 jak Nepal się szybko zmienia.
Wszyscy młodzi tak samo siedzą  w smartfonach jak na całym świecie.
To juź koniec naszego trekingu .
Podsumowalismy go z Asmanem, dla mnie to był niesamowity czas.
Sprawdziłam że  mam jeszcze duźe możliwości fizyczne , zobaczyliśmy przepiękne dziewicze miejsca, których za parę lat juź nie będzie.
Będąc  tu czulam się  tak jak na innej planecie.


 na wprost przełęcz Thorung La
 w dole juz Khali Gandaki
masyw Annapurny
 Widoki na Mustang
 Widać juź ogrody Kagbeni

Jomsom

piątek, 2 grudnia 2016

Dzień 30/ 6.11/

Noc była  ciepła bo spaliśmy duźo niżej. Obok w blaszanym budynku koczowała  całą grupą Nepalczykow
przenosząca się w cieplejszy rejon na zimę.Całe  rodziny z dziećmi  i dobytkiem.
Nasza trasa wiodła do rzeki/ strome zejscie/  i dalej drugą stroną doliny rzecznej.Cały czas z pięknymi  widokami .
Śpimy w prawie opuszczonej wiosce, juź na 3900.
Jutro nasza ostatnia przełęcz  i schodzimy do Kagbeni- tam już  cywilizacja.

 koczownicy
 to są tak prymitywne ludzie, źyją jak setki lat temu
 dzieci opiekują  się  swoim młodszym rodzeństwem
 nasza dzisiejsza droga
 to jest nasze wczorajsze zejście,  jak patrzy się na to , to trudno sobie wyobrazić  drogę- rzeczywiście było bardzo stromo
 Widoki po drodze
 idziemy wzdłuż  tej doliny
 tam mamy nocleg

czwartek, 1 grudnia 2016

Dzień 29/ 5.11/

W nocy prawie  nie  spałam ,  bo nocleg mamy  na 5 tys.Było  bardzo zimno.Mamy dziś  do zrobienia dwie przełęcze 5100 i 5500 , niby z tej wysokości z jakie startujemy to niedużo. Ale przed drugą  przełęczą pojawił się  silny lodowaty wiatr, myślałam że  nie dojdę
Z przełęczy  widoki przepiękne ,  chyba najwspanialsze  z dotychczasowych. Widać  cały Mustang i przełęcz  Khala Patar/ zejście z trekingu wokół  Annapurny/.Niestety to nie koniec mordęgi , czekało  nas jeszcze zejście 1000m w dół . Nocleg mamy na 4200, niestety po tych zimna wyszła  mi
straszna opryszczka.










Dzień 27 i 28/ 3 i 4.11/



 rogi błękitnej owcy

Dwa  dosyć nuźące dni , wzdłuż  rzek